Dragon Ball Z...
Gdy już skończyłem trening osiągnąłem ostateczną formę super saijama trzy. Nagle z nieba zaczęły lecieć na mnie jakieś czerwone pociski, bardzo się przestraszyłem więc uruchomiłem formę super saiyana i zacząłem lecieć w stronę tych pocisków. Jeden pocisk prawie mnie zmiażdżył zdenerwowałem się więc i zrobiłem potężne ka-me-ha-me-ha. Moja fala uderzeniowa była tak wielka ,że zmiażdżyła wszystkie pociski. Po chwili za zniszczonymi pociskami ukazała się jakaś postać, wyglądał jak jakiś stwór z kosmosu. Nagle przedstawił się miał na imię Friezza i przyleciał zniszczyć naszą planetę. Zaczęła się walka pomiędzy mną a nim, szły różne ciosy wraz z pociskami. W końcu pomyślałem sobie taka walka nie ma sensu i uruchomiłem formę super saiyana dwa. I zacząłem walczyć jak wściekły ale on też przemienił się w jakąś dziwną formę. Więc w końcu się zdenerwowałem uruchomiłem formę super saiyana trzy i zrobiłem potężną duchową bombę i rzuciłem ją w kierunku Frezzy. Zatrzymał ją jakimś pociskiem ale ja niespodziewanie jeszcze dodałem Ka-Me-Ha-Me-Ha i Frieza w końcu poległ i uratowałem naszą planetę.